O Wilku
Mity i Legendy
Przysłowia
Galeria
Archiwum Prasowe
Forum
Czat
Księga Gości
Download
Linki
Autorzy


Copyright by Makkos 2002



Google
Web wilk.pentex.pl

Nakarm głodne dziecko - wejdŸ na stronę www.Pajacyk.pl





MITY I LEGENDY


SYNOWIE SZAREGO WILKA


Mimo odwiecznej wrogości, Turcy i Mongołowie uważali siebie za potomków szarego wilka. Po najeździe Mongołów przy życiu pozostał tylko jeden wojownik turecki. Przygarnęła go wilczyca i zaprowadziła do "ziemskiego raju", ukrytego między górami. Z ich związku zrodził się nowy naród i pod przewodem wielkiego szarego wilka powędrował do ziemi, na której leży dzisiejsza Turcja. Mongolski cesarz Dżyngis Chan także szczycił się tym, że jest synem wilka.


NIEBIAŃSKI WILK


W Chinach wierzono, że zaćmienie Słońca następuje w skutek połknięcia tej gwiazdy przez olbrzymiego niebiańskiego wilka. By przepędzić potwora, należało bić w bębny i strzelać z łuku w kierunku zagrożonego Słońca. W Europie wilk znany jest raczej jako zwierzę nocne i kojarzy się go zwykle z księżycem.


WILK - DOBRĄ WRÓŻBĄ


Zobaczenie wilka stanowiło dla starożytnych Rzymian szczęśliwą wróżbę, bo zwierzę to było poświęcone Marsowi, patronowi Rzymu i bogu wojny. Rzymianie przypisywali swoje zwycięstwo nad Galami pod Sentinium w Umbrii, w roku 195 p.n.e. wilkowi, którego Mars posłał między szeregi przeciwnika.


POŚWIĘCENIE TYRA


"Wielki wilk wiedział, że od pewnego czasu bogowie zbytnio się nim interesują i czuł, że powinien mieć się na baczności. Gdy zobaczył ich wszystkich razem po decydującej stracie udawał, że śpi, ale spod oka uważnie przyglądał się nadchodzącym. Czyżby bogowie odgadli jego plany ataku na Asgard? Fenrir podejrzewał o to zwłaszcza Odina, który miał moc przewidywania przyszłości. Wilk wiedział, że musi zaatakować siedzibę bogów znienacka, ale dotychczas nie wymyślił sposobu zmylenia czujności Heimdalla, boga światła, który dzień i noc czuwał u stóp tęczy prowadzącej do niebiańskiej posiadłości. W zachowaniu bogów Fenrir nie dostrzegł niczego groźnego: szli wesoło rozmawiając. Gdy znaleźli się już blisko, wilk udał, że go zbudzili, więc ziewnął szeroko, ukazując szczęki z ostrymi jak stal kłami. -Witaj, Fenrirze! - rzekł Odin. - Nie chciałbyś pobawić się z nami? - Uważaj! - pomyślał wilk. - Oni coś knują! - i udając niezadowolenie, burknął: -Dobrze, niech będzie! -Obejrzyj tę wstęgę - ciągnął Odin. - Wszyscy już próbowaliśmy ją rozerwać, lecz nawet muskularny Thor nie dał jej rady. Niektórzy z nas twierdzą, że ty też nie potrafisz, a drudzy upierają się, że tylko ty masz dość siły by szarfę przerwać. Pomożesz nam rozstrzygnąć spór? Wilk-olbrzym zadygotał ze złości. Jego przenikliwe spojrzenie stało się jeszcze okrutniejsze, a z trzewi dał się słyszeć głuchy odgłos gniewnego bulgotania. -To podstęp - pomyślał - ale muszę podjąć wyzwanie rzucone mi przez bogów, moich wrogów, bo wyjdę w ich oczach na tchórza - Szybko zastanowił się i, siląc się na spokojny ton głosu, rzekł: - Zgoda. Mogę spróbować, ale pod warunkiem, że jeden z was będzie trzymał rękę w mojej paszczy przez cały czas, gdy będę związany. Zamilkł i patrzył z zainteresowaniem na reakcję bogów. Wydawało mu się, że Odin niedostrzegalnie opuścił głowę, chcąc ukryć niepewność pod rondem ogromnego kapelusza, który zawsze nosił na głowie. Thor aż zakrztusił się z gniewu i zacisnął pięści na swoim świętym młocie. Sig pobladła, a Frigg - żona Odina nerwowo przebierała palcami po ogniwach ciężkiego złotego naszyjnika. Jedynie Balder stał nieporuszony. Wilk tryumfował. Miał rację przewidując, że bogowie chcieli złapać go w pułapkę i będą zmuszeni się wycofać, przyznając się tym samym do bezsilności. Zadowolony z siebie wyprostował się, by swoją olbrzymią sylwetką zgnębić do reszty przeciwników. W tym momencie wystąpił jeden z bogów. Był to Tyr - bóg - wojownik ceniony za odwagę na polach bitew, za uczciwość i wielką rozwagę. Stał skromnie z boku, więc Fenrir wcześniej go nie zauważył. Teraz, ujrzawszy Tyra, wilk doznał niemiłego przeczucia klęski, ale próbował je zlekceważyć. -Nic mi się nie stanie! - przekonywał sam siebie. - Żaden z bogów nie ma tyle odwagi, by poświęcić swoją rękę. Tymczasem Tyr bez słowa namysłu i bez wahania wyciągnął prawe ramię i podsunął je potworowi pod nos. Fenrir nie mógł się wycofać i otworzył paszczę... Później wszystko działo się błyskawicznie. W mgnieniu oka wilk został unieruchomiony i spętany czarodziejską wstęgą. Bogowie odsunęli się przezornie. Pozostał tylko Tyr, który próbował przyjąć wyzwanie Fenrira. Wilk próbował się wyzwolić. Nabrał powietrza w płuca, wyprężył pierś, ale... pęta nie puszczały. Z pianą w pysku rzucał wściekłe spojrzenia na bogów, którzy śmiejąc się do rozpuku, pokazywali palcami miotającego się bezsilnie wroga. Wszyscy z niego kpili. Wszyscy? No, nie! Obok wilka stał przecież pełen spokoju i godności Tyr. Fenrir powoli zaciskał szczęki, czekając aż bóg uczyni choćby najmniejszy gest, świadczący o tym, że chce wyswobodzić rękę. Nic takiego nie nastąpiło. Wtedy Fenrir jednym kłapnięciem odciął dłoń Tyra. Wielki wilk przegrał zakład. Zwycięzcy bogowie byli wdzięczni Tyrowi, bo dzięki jego poświęceniu zostało im wybaczone nieuczciwe postępowanie wobec Fenrira. Związanego wilka pozostawili na wyspie, a gdy już mieli odejść, jeden z bogów włożył mu między szczęki miecz, by zwierz nie mógł wyć z wściekłości."


WILK Z GUBBIO


Mieszkańcy Gubbio bali się wychodzić z miasta. Po zmierzchu zamykali się w swoich domostwach, przerażeni kładli się do łóżek i z niepokojem wyczekiwali tylko na jeden temat: o ostatnich wyczynach wilka grasującego wokół Gubbio. Od pewnego czasu zwierzę siało strach w całej okolicy. Było znacznie większe od zwykłego wilka i tak drapieżne, że nikt nie ważył się wyjść do pracy w polu. Zboża stały nie zebrane, a stada zamknięto w oborach, toteż cała okolica, zazwyczaj tętniąca życiem i dostatnia, zaczynała pustoszeć i podupadać. Gubbio wyglądało jak oblężone miasto: mieszkańcy zamknięci za murami i odcięci od świata wiedzieli, że wkrótce zabraknie im żywności. Wyprawy przeciwko potwornemu wilkowi zawsze kończyły się niepowodzeniami, więc mężczyźni stracili ochotę do walki, a kobiety zaczęły modlić się, żeby Bóg uwolnił miasto od nieszczęścia. Niedaleko Gubbio, w Asyżu, żył pewien człowiek, który już od najmłodszych lat uprzejmością i uśmiechem zjednywał sobie przyjaciół i godził najzacieklejszych wrogów. Poświęcił swe życie służbie Chrystusowi i ze wszystkich sił starał się nieść nadzieję i przywracać radość życia ludziom najbardziej strapionym, najbiedniejszym. Gdy ponura sława wilka z Gubbio dotarła do niego, uznał, że nie może pozostać obojętny na nieszczęście tych przerażonych ludzi. Człowiek ten nazywał się Franciszek Bernardone, ale wszyscy znali go jako brata Franciszka. I tak brat Franciszek w towarzystwie jednego tylko mnicha wyruszył do Gubbio. Obaj byli bosi, ubrani w proste szaty z grubego włókna, które nosili na co dzień. Doszli do Gubbio nie napotkawszy wilka, mimo iż Franciszek śpiewał głośno pieśni na cześć Stwórcy i jego dzieła - przyrody. Mieszkańcy miasta przyjęli zakonników bardzo serdecznie, lecz zastanawiali się, w jaki sposób - jeżeli nie graniczący z cudem - ci niepozorni mężczyźni zamierzają uwolnić ich od potwora. Gdy Franciszek oznajmił, że wyjdą obaj naprzeciw wilkowi bez broni - jego towarzysz trząsł się zresztą ze strachu - wszyscy byli pewni że postradał rozum. Ale na usilne nalegania mnichów otwarli w końcu bramę miasta. Franciszek obiecał, że jeżeli będzie trzeba, wyciągną wilka nawet z jego kryjówki. Na widok oddalających się wątłych sylwetek dwu śmiałków kobiety z Gubbio padały na kolana i wznosiły modły o ocalenie tych dobrych ludzi. A Franciszek zaintonowawszy pieśń na cześć Stwórcy skierował się do lasu, gdzie rzekomo ukrywał się wilk. Drugi mnich został daleko w tyle i odmawiał jedną modlitwę po drugiej, nie przyspieszając kroku. Nagle usłyszał przeciągłe wycie. Oniemiawszy ze strachu schował się szybko za skałę i przerażony patrzył na Franciszka idącego bez wahania dalej, w kierunku, skąd dochodził głos zwierzęcia... Wilk stał na środku drogi i wyszczerzywszy zęby szykował się do skoku. Ale zachowanie tego człowiek wydało mu się dziwne: nie miał broni, nie próbował uciekać, wręcz przeciwnie, podchodził bliżej. Drapieżnik zawahał się przez chwilę, więc Franciszek miał czas, aby go zagadnąć: -Bracie wilku, obrażasz naszego Stwórcę, zabijając bez jego pozwolenia stworzenia, które także są Jego dziełem. W imieniu Chrystusa rozkazuję ci nie czynić już więcej zła ani mnie, ani komukolwiek. Jak postąpi wilk? Brat Franciszek kochał wszystkie ziemskie stworzenia i często rozmawiał z ptakami, swoimi przyjaciółmi. Czy jego proste słowa trafią do okrutnego drapieżnika? Człowiek i wilk stali w odległości zaledwie 15 kroków. Zwierz ruszył przed siebie, a Franciszek stał w miejscu jak posąg. I stał się cud: groźny wilk usiadł przy nogach zakonnika i podał mu łapę na znak poddaństwa. Gdy mieszkańcy Gubbio ujrzeli wracających mnichów i idącego za nimi potulnie, jak pies, wilka, przecierali ze zdumienia oczy. Nie mogli uwierzyć słowom Franciszka, proszącego ich o karmienie tego zwierzęcia, które już nigdy nie uczyni im nic złego. Powoli dali się przekonać i groźny wilk żył w miasteczku do końca swych dni, chodząc od drzwi do drzwi po swą codzienną porcję jedzenia.


WILK I KARIBU


Na początku była Kobieta i Mężczyzna, i nic innego nie chodziło, nie pływało i nie latało po świecie, aż pewnego dnia Kobieta wykopała w ziemi wielki dół i zaczęła w nim łowić. Jedno po drugim wyciągała różne zwierzęta , a ostatnim jakie wyciągnęła z dziury, było karibu. Po czym Kaila, który jest bogiem nieba, powiedział Kobiecie, że karibu to największy dar ze wszystkich, gdyż on żywi człowieka. Kobieta puściła karibu na wolność i kazała mu się rozejść po kraju i rozmnażać, i karibu spełniło jej polecenie; i z czasem kraj stał się pełen karibu, tak że synowie Kobiety mieli dobre polowanie i dosyć jadła, i odzieży, i dobre skóry na swoje namioty, wszystko z karibu. Synowie kobiety polowali tylko na duże, tłuste karibu, bo nie chciało się im zabijać słabych, małych i chorych zwierząt, gdyż nie były one dobre ani do jedzenia, ani na skóry. I stało się po pewnym czasie, że chore i słabe przewyższyły liczba tłuste i mocne, i zobaczywszy to synowie przerazili się i poskarżyli Kobiecie. Wówczas Kobieta zrobiła czar i przemówiła do Kaili w te słowa: Twoja robota jest niedobra, ponieważ karibu stają się coraz słabsze i chore, jeżeli je będziemy jedli, to teżna pewno będziemy chorzy i słabi. Kaila usłyszała i odpowiedziała : Moja robota jest dobra. Powiem Amorakowi(Wilczemu Duchowi), a on powie to swoim dzieciom, i będą zjadać chore i słabe i małe karibu, żeby kraj pozostał dla tłustych i dobrych. I tak się stało, i dlatego karibu i wilk to jedno, gdyż karibu żywi swym ciałem wilka, a wilk utrzymuje karibu w sile i zdrowiu.


Legenda eskimoska,
przedruk z "Nie taki straszny wilk" F.Mowat